W łazience o
poranku zawsze roi się od dziewcząt. To właśnie w tym momencie dnia najczęściej
spotykam nowych ludzi, którzy mnie komplementują. Albo ja ich.
Podczas mycia zębów raz po raz spoglądam na swoje odbicie i widzę osobę, która
wygląda na bardzo delikatną. Gdybym zobaczyła taką dziewczynę na ulicy bałabym
się przy niej cokolwiek zrobić, by jej nie połamać.
Zatrzymuję wzrok na swoich niebieskich oczach i dopiero wtedy dostrzegam iskrę,
która mówi mi, że taka nie jestem. We wnętrzu czuję się kimś silnym. Kimś, kto
potrafi stawić czoła otaczającemu go światu.
Przejeżdżam szczoteczką po zębach i czuję jak piana narasta w moich ustach.
Jeszcze trochę i zacznę się nią dławić.
- Masz bardzo oryginalny kolor włosów - słyszę za swoimi plecami.
Obracam się gwałtownie i dostrzegam jakąś starszą dziewczynę, której nigdy
wcześniej nie widziałam. Próbuję coś odpowiedzieć, ale wydaję z siebie tylko
bełkot. Nachylam się więc z powrotem w stronę zlewu i wypluwam zawartość mojej
jamy ustnej.
- Dziękuję - odpowiadam i obrzucam wzrokiem dziewczynę. Szukam na jej ciele
czegoś, co mogłabym pochwalić. W końcu decyduję się na oczy, które są duże i
zielone. - Ty masz piękne oczy. Takie hipnotyzujące.
- Dzięki - mówi nieznajoma i uśmiecha się przyjaźnie, odpowiadam jej tym samym,
a po chwili wracam do czynności, którą wykonywałam przed tym, jak mi przerwała.
Tym razem skupiam swój wzrok na włosach, które zawsze przykuwają uwagę. Są
długie i ognistorude. Nie jestem tu jedyną osobą o takiej barwie włosów, ale
jest ona z pewnością rzadko spotykana.
Spoglądam na prawą stronę, gdzie jedna z moich przyjaciółek, Mindy maluje sobie
rzęsy, co jeszcze bardziej podkreśla jej piękne oczy. W naszej frakcji makijaż
jest mile widziany, pod warunkiem, że jest on delikatny.
Zaczynam grzebać w kosmetyczce, przez moje palce przewija się niezliczona ilość
rzeczy: krem do twarzy, balsam, pasta do zębów, szczotka do włosów, mydło, w
końcu jednak wymacuję coś o kształcie walca. Jest to różowy błyszczyk, który
nakładam sobie na wargi. Teraz wyglądam jeszcze bardziej dziewczęco, choć w
zasadzie nie przeszkadza mi to.
- Mogę pożyczyć błyszczyk? - Słyszę głos ze swojej lewej. Nie muszę odwracać
wzroku, bo wiem kto tam stoi. Jessica. Kolejna z moich przyjaciółek. Podaję jej
kosmetyk jedną ręką, a drugą wyciągam z kosmetyczki szczotkę do włosów i
zaczynam rozczesywać swoje długie pasma. - Dziękuję - dodaje.
- Nie ma za co - odpowiadam.
Znów zerkam w stronę Mindy, która tym razem smaruje swoje ręce kremem. Ona
również wygląda delikatnie, chociaż ma trochę zadziorne rysy twarzy przez co
wydaje się groźniejsza ode mnie. Czasami mam wrażenie, że tak jak ja odczuwa w
sobie iskrę, ale to zapewne tylko złudzenie.
Gdy obrzucam wzrokiem całą naszą trójkę zdaję sobie sprawę, że każda z nas jest
inna.
Wszystkie jesteśmy opalone, ale na tym podobieństwa się kończą. One obie są
blondynkami, co mnie wyróżnia na tym tle, ale nie licząc tego jednego detalu
najbardziej odcina się od nas Jessica. Ma ona uwydatnione kształty i pulchną
twarzyczkę, podczas gdy my obie jesteśmy szczupłe i mamy wystające kości
policzkowe. Mindy jest przy tym dużo ładniejsza ode mnie i widać to choćby po
tym ilu chłopców się za nią ogląda.
- Jesteś śliczna - mówię, patrząc prosto w oczy swojej przyjaciółki. Uśmiecha
się do mnie, przez co wygląda jeszcze bardziej uroczo.
- Dziękuję - odpowiada, chowając krem do torebki. - Wy też jesteście piękne.
Uśmiecham się, ale tylko ustami, bo, choć wszyscy mnie tu dowartościowują, ja
wcale nie czuję się piękna. Kieruję wzrok na Jessicę, u której pojawiły się
pucki na twarzy. Jej oczy także się uśmiechają. Najwidoczniej ona docenia każdy
komplement z całego serca.
Po śniadaniu
wszystkie szesnastolatki wybiegają wesoło na zewnątrz. Na łące łączymy się za
ręce w kilka długich łańcuchów i udajemy wspólnie w stronę ogrodzenia. Po nas
przyjdzie kolej na młodszy rocznik i tak dalej, aż do pierwszoklasistów. To
taka śmieszna tradycja.
Przy bramie natykamy się, jak co dzień na Nieustraszonych. To ludzie z innej
frakcji, których głównym zadaniem jest pilnowanie ogrodzenia wokół miasta, a
jako że nasza frakcja, Serdeczność, znajduje się po za jego bramami napotykamy
ich za każdym razem, gdy jedziemy do szkoły.
Osoby pilnujące naszej bramy wcale nie są ode mnie dużo starsze, z tego
względu, że u Nieustraszonych ceni się młodość i siłę do działania, ponieważ
główną cechą, którą pielęgnują jest odwaga.
Strażnicy przepuszczają nas przez bramę pojedynczo, a gdy ktoś próbuje się do
nich odezwać ponaglają go. Zdaję mi się, że nie lubią z nami rozmawiać.
Autobus przyjeżdża zanim wszyscy przechodzą na drugą stronę, więc Nieustraszeni
pozwalają na dziki bieg przez bramę.
Przeciskamy się przez siebie i wrzeszczymy na cały głos, co jest dosyć
przyjemne. W tym momencie dnia u naszych ochroniarzy można dostrzec cienie
uśmiechu, pewnie dlatego że przypominamy wtedy ich, gdy manifestują swoją
dzikość. Z tą różnicą, że my robimy to z radości.
Ci, którzy wchodzili gęsiego, zdążyli usadowić się już na tylnych siedzeniach. Tam
zawsze zasiada Serdeczność. Cała reszta musi usiąść bliżej środka. Zawsze jednak
każdy z nas ma miejsce, dlatego że mieszkamy najdalej i autobus przyjeżdża
najpierw do naszej frakcji. Dalsza trasa to Altruizm, Erudycja i Prawość.
Nieustraszeni docierają do szkoły pociągiem, dlatego nigdy nie jeżdżą z nami.
Jak zawsze na początku trasy jest wesoło. Wszyscy wspólnie gramy w zgadywanki,
poznając się przy tym jeszcze bardziej. Mimo, że nie znam wszystkich
rówieśników ze swojej frakcji każdy tutaj zachowuje się tak, jakby był moim
przyjacielem od dobrych kilku lat.
- Teraz Mady - mówi wesoło jakiś chłopak. To zaskakujące, ile nieznajomych może
znać twoje imię. Właśnie mam wybrać jakiś przedmiot do opisania, gdy zaczynają
się nierówności na trasie.
Każdy prostuje się na fotelu i zaczyna szeptać z osobą obok albo tak jak ja
patrzy przez okno. Dziury na drodze oznaczają, że wjeżdżamy na jedyny
niewyremontowany teren, czyli Altruizm.
Moje ciało co chwila podskakuje. Czuję się jak piłeczka, którą ktoś odbija od
ziemi.
Szereg wyglądających jednakowo domków pojawia się na horyzoncie. Po chwili za
oknem można dostrzec tłumek ludzi ubranych w długie, szare stroje. Na pierwszy
rzut oka wszyscy wyglądają tak samo, jakby nie mieli własnych osobowości, tylko
byli kolejnymi kopiami jakiegoś człowieka.
Cała ta gromada wchodzi do autobusu i zajmuje miejsca przed nami. I tak pewnie
ustąpią Prawym, którzy nie będą mieli gdzie usiąść jako ostatni.
Wszyscy Altruiści siedzą sztywno, a ich jedynym zajęciem jest przyglądanie się
raz po raz nam.
W pewnym momencie łapię spojrzenie jakiegoś chłopaka, który natychmiast
opuszcza wzrok na znak uniżenia i zawstydzenia. Odwraca głowę, ale po kilku
minutach znowu patrzy na mnie, a dokładniej na moje włosy. Przyglądam się przez
chwilę jego twarzy zanim znowu trafiam na oczy. Gdy nasz wzrok się krzyżuje
uśmiecham się do niego, by sprawdzić czy zrobi to, co ja czy raczej postąpi tak
samo jak przed chwilą. Chłopak mocuje się ze sobą przez chwilę i, w końcu,
unosi kąciki ust, po czym i tak spuszcza wzrok. Po raz pierwszy udało mi się
zobaczyć uśmiechniętego Altruistę. To dziwny widok, bo zazwyczaj ta frakcja
kojarzy się wszystkim z powagą.
Nawet nie zauważam, kiedy w autobusie robi się niebiesko. Sweterki, okularki,
wymyślne fryzury dziewcząt i to aroganckie zachowanie sprawia, że nie przepadam
za Erudytami. Jednakże nie oceniam każdego z nich z osobna, tylko całą grupę.
Może w rzeczywistości są przyjaźni, ja jednak nie mam ochoty przechodzić do ich
frakcji by to sprawdzić.
Gdy Erudyci siadają w autobusie pozostaje tylko trochę wolnych miejsc. Teraz
Altruiści obrzucają wzrokiem ich, a oni po prostu czytają, dlatego panuje
cisza, którą przerywa dopiero wejście Prawych. Część Altruistów, tak jak
przypuszczałam, wstaje i ustępuje miejsc, więc przed nami robi się głośno od
rozmów.
U Prawych najważniejsza jest szczerość, a u nas życzliwość, dlatego nie
zgadzamy się w niektórych kwestiach. Na przykład, gdy ktoś wygląda nieładnie
nasze zwyczaje nakazują znaleźć jakieś szczegóły, które nam się w nim podobają
i pochwalić je, nie wspominając o całej reszcie. Prawi natomiast powiedzą mu
prosto z mostu, że jest on brzydki.
Zdarzyło się, że nasz kolega z Serdeczności zaczął wyjaśniać jednemu Prawemu,
że nie powinien tak mówić. Oboje zaczęli przedstawiać swoje argumenty, ale po
krótkiej chwili Prawy zaczął podnosić ton. Wtedy tak go zdenerwował spokój w
głosie Serdecznego, że prawie doszło do bójki.
Nasza frakcja wypiera się jednak agresji, dlatego razem z dziewczynami wkroczyłyśmy
pomiędzy nich.
Prawy może był skory do bójek, ale jednak wychowany tak, by nie bić dziewczyn.
W dodatku spodobała mu się Mindy. Dlatego szybko dał za wygraną, a potem przez
dobry miesiąc za nią chodził i próbował sprawić, by byli parą, co jest nieco głupie,
gdyż pochodzi z innej frakcji.
W szkole, jak
zawsze, wszyscy biegają po korytarzach, zanim zaczną się lekcje. W tym dniu
jednak panuje inna atmosfera, niż na co dzień. Każdy wie, że to ostatni dzień i
można sobie pozwolić na więcej swobody. Zajęcia będą się odbywać tylko do
lunchu, a potem przejdziemy przez testy przynależności. Sprawdzą nimi do jakiej
frakcji mamy predyspozycje.
Jestem bardzo ciekawa, co mi wyjdzie. Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym,
gdzie chciałabym się znaleźć, dlatego wynik testu jest dla mnie taki ważny.
Nie chcę do końca życia zostać w Serdeczności, ale jeśli podczas testu wyjdzie
moja rodzinna frakcja - będę to musiała poważnie rozważyć.
Pierwsza lekcja, która mnie czeka to historia frakcji. Może to głupie, ale
lubię ją, bo jest ciekawa. To chyba jedyna lekcja, oprócz wychowania fizycznego,
która mnie nie nudzi.
W szkole mamy głupie zajęcia, nie to co u nas. W Serdeczności znajduje się
mnóstwo kółek zainteresowań, na które rodzice zapisują swoje dzieci w wieku
sześciu lat. Mindy ze swoim pięknym głosem chodzi na śpiew, Jessica na
plastykę, a ja na taniec. Uczono mnie na nim nie tylko machać pupą w rytm
muzyki, ale także różnych figur, na przykład szpagatu. Umiem też robić salto w
tył i przód, co rzadko komu wychodzi, więc jestem z tego dumna.
Dochodzę do okna i widzę jak tłum Nieustraszonych w moim wieku wylewa się z
pociągu. Wyglądają oni bardziej żywiołowo, niż ich przyjaciele, którzy mają za
zadanie pilnować płotu.
Od szyby odrywa mnie krzyk. Dziewczęcy.
- Idiota! - Słyszę z głębi korytarza. Odwracam się, a tuż przed moimi oczami
ukazują się plecy Prawego. Patrzę na niego ze zdziwieniem przez dobrą minutę,
aż w końcu obraca się w moją stronę. Ciekawe czy odczuwał, że ktoś go
obserwuje?
- Co? - Pyta. Przyglądam się przez chwilę jego twarzy. Ma zielone oczy, ciemne
włosy, pełne wargi i śniadą cerę. Jest przystojny, jednak nie skupiam się na
tym, tylko na ranie na jego policzku. Długa i płytka, jak od kocich pazurów.
- Co ci się stało w twarz? - Pytam. Chłopak dotyka odruchowo policzek,
zasłaniając na chwilę zadrapanie.
- Dziewczyna ze mną zerwała - odpowiada. Dziwię się przez chwilę, że to zrobił,
jednak przypominam sobie z jakiej jest frakcji. Każdy inny na jego miejscu
powiedziałby po prostu „nieważne”, ale Prawi zawsze ci wszystko powiedzą, bo
oprócz kłamstwa wyrzekają się także sekretów.
- Musi mieć długie paznokcie - mówię bez zastanowienia, na co chłopak parska
śmiechem. Jego ponura, jeszcze przed chwilą, twarz staje się bardziej
przyjazna.
- Ma. Ja nie wiem jak ona daje radę stukać w klawisze na klawiaturze podczas
lekcji technologii - śmieje się Prawy. Najwidoczniej nie tylko u nas nieznajomi
potrafią rozmawiać jak starzy przyjaciele. Trochę to dziwne, bo nawet nie znam
jego imienia, ale zdążyłam się już przyzwyczaić.
- To ona krzyknęła ten dziwny wyraz? - Pytam. Tego, co znaczy chciałam
dowiedzieć się najpierw, ale rana na policzku pokrzyżowała moje plany.
- Tak - odpowiedział w końcu, przestając się śmiać. Spojrzał na mnie z
uśmiechem na twarzy i ciekawością w oczach. - Nie wiesz, co to znaczy idiota?
Kręcę głową, czym jeszcze bardziej go rozbawiam. Myślałam, że to my jesteśmy
weseli.
- Idiota to inaczej debil - tłumaczy.
Muszę robić
jeszcze bardziej zdezorientowaną minę niż przed chwilą, bo chłopak śmieje się
jeszcze bardziej.
- Imbecyl? Down?
Kretyn? - Próbuje dalej.
- Przykro mi, ale nie znam żadnego z tych słów - mówię. Nie wiem czy mam się
wstydzić czy przyłączyć do jego śmiechu, nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
- Wy, Serdeczni, chyba na serio nie znacie żadnych obraźliwych słów - oznajmia
Prawy.
- A więc ta dziewczyna chciała cię obrazić? - Pytam. Cieszę się, że w końcu coś
załapałam.
- Tak, dokładnie. - Chłopak robi minę, jakby się nad czymś zastanawiał. -
Mówiąc idiota chciała wyrazić to, że jestem głupi delikatnie mówiąc, rozumiesz?
- Nie jesteś głupi - odpowiadam od razu. Szczerze mówiąc tymi jego próbami
tłumaczenia przypomina mi trochę Erudytę, więc nie może być głupi, bo oni cenią
mądrość.
- Ty chyba też, choć przez swoją niewiedzę się taka wydajesz - mówi Prawy,
trochę mnie urażając. Nie jestem przyzwyczajona do takich słów.
- Sądzisz, że jestem idiotą?
- Jak już to idiotką - szczerzy się chłopak. To dziwne, że ktoś z innej frakcji
uśmiecha się częściej, niż ja. - Ale na razie nie uważam cię za nią.
Nie wiem co o tym myśleć, więc po prostu się uśmiecham.
Z daleka dostrzegam moje przyjaciółki, które dopiero teraz wyszły z łazienki.
Gdy tylko krzyżują ze mną wzrok dzwoni dzwonek na lekcję. Mindy szybko pędzi do
innego sektora, a Jessica rusza w moją stronę, ponieważ pierwsze zajęcia mamy
wspólne.
- Najwidoczniej musimy przerwać rozmowę. Miłego dnia - mówię na odchodne i
ruszam w stronę przyjaciółki. Zanim go mijam wyłapuje jeszcze zdziwione
spojrzenie jego oczu.
- Dzięki za poprawę humoru! - Słyszę po chwili za plecami. W środku robi mi się
jakoś miło, może Serdeczność nie jest taka zła?